Posted by : admin in (Sztuka, Wikipedia, historia, katastrofy, kultura, most2001)

“Bitwa pod Grunwaldem” w ruinie…

Tagged Under : , , , , ,

“Bitwa pod Grunwaldem” w ruinie…

Najsłynniejszy obraz Jana Matejki “Bitwa pod Grunwaldem” wymaga pilnej konserwacji. Dzieło jest na tyle zagrożone, że nie ma mowy o przewiezieniu go na Wawel na wystawę z okazji 600-lecia historycznej wygranej bitwy z Zakonem Krzyżackim. “Obrazowi grozi katastrofa” – alarmuje prof. Józef Szaniawski, który oglądał dzieło w komputerowym zbliżeniu.

Postrzępione rogi i krawędzie, rozchodzące się włókna, a miejscami same próchno – tak zdaniem prof. Szaniawskiego wygląda dziś jedno z najważniejszych dzieł malarstwa polskiego. Skąd to wie?

Historyk był pomysłodawcą jubileuszowego wydania “Krzyżaków” Henryka Sienkiewicza. Ilustrują je zdjęcia fragmentów obrazu “Bitwa pod Grunwaldem”. Żeby tego dokonać, trzeba było wcześniej dokładnie sfotografować obraz. W sumie wykonano ok. 850 zdjęć. “Oglądając obraz w komputerowym powiększeniu widać na nim spore ubytki” – mówi Mirosław Nowicki, który obrabiał zdjęcia na potrzeby książki. Zaś Szaniawski mówi wprost: “Obraz jest w katastrofalnym stanie”.

Zdaniem prof. Szaniawskiego, w niektórych miejscach dzieła Matejki są dwie, trzy, a czasem cztery warstwy werniksu, w dodatku położonego nierówno. Pod nim widać ogromne zabrudzenia, które zniekształcają kolorystykę. Postrzępione są krawędzie płótna, a jego splot się rozchodzi.

Z faktu, że obraz Matejki jest w złym stanie zdają sobie sprawę pracownicy Muzeum Narodowego.

“Obraz wymaga przeprowadzenia bardzo poważnych zabiegów konserwatorskich” – potwierdza Dorota Ignatowicz-Woźniakowska, główna konserwator muzeum. Opinię potwierdziło specjalnie powołane konsylium konserwatorskie, w tym konserwatorzy Wawelu.

Obraz miał pojechać w lipcu na specjalne obchody 600-lecia bitwy pod Grunwaldem do Krakowa. Już wiadomo, że właśnie ze względu na zły stan nie pojedzie. Zdaniem Woźniakowskiej, płótno jest na tyle kruche, że jego zwijanie, rozwijanie i podróż mogłoby skutkować poważnymi uszkodzeniami.

O wypożyczenie działa Matejki stara się też Berlin. Obraz miałby tam trafić we wrześniu 2011 r. na wystawę organizowaną przez Andę Rottenberg. Ale wszystko zależy od tego, czy do tego czasu uda przeprowadzić się konserwację. Jak szacuje główna konserwator, kilkanaście miesięcy na renowację powinno wystarczyć. Ale prace powinny rozpocząć się jak najszybciej. “Pytanie, czy znajdziemy na to pieniądze. Bo to kosztowna operacja. Z pieniędzy muzeum na pewno nie będziemy w stanie tego udźwignąć. Sądzę, że musi być kilka źródeł finansowania. Bo same prace konserwatorskie mogą kosztować nawet ok. miliona zł” – mówi Woźniakowska. I podkreśla, że wcześniej trzeba przeprowadzić badania stanu obrazu, by np. samo zdejmowanie obrazu ze ściany było bezpieczne.

Przedsięwzięcie jest ogromne, bo i rozmiary dzieła są imponujące. Ma ono 42 mkw i waży ok. tony.

Główna konserwator na razie nie chce oceniać, jak duże ubytki ma płótno Matejki. Pewne jest, że do wymiany nadaje się krosno, na który obraz jest naciągnięte. Obecne pochodzi z lat 70-tych. Konserwacji wymagają też miejsca uszkodzone podczas II wojny światowej. Także materiały, którymi obraz po wojnie był konserwowany, straciły już swoje właściwości.

O potrzebie dużej konserwacji “Bitwy pod Grunwaldem” Matejki mówi się już co najmniej od dziesięciu lat. Największa do tej pory konserwacja – nie licząc mniejszych prac – miała miejsce tuż po II wojnie światowej.

To właśnie wojna najbardziej wpłynęła na kondycję płótna. W 1939 r. w obawie przed Niemcami dzieło zostało wywiezione z warszawskiej Zachęty do Lublina. Niemcy za wszelką cenę próbowali je odnaleźć. Sam Joseph Goebbels wyznaczył za nie nagrodę. Ostatecznie obraz został ukryty pod ziemią – w szopie taborów miejskich. Był ukrywany razem z innym dziełem Matejki „Kazanie Skargi”. Leżał tam ponad trzy lata. Kiedy w 1944 r. został odkopany, okazało się, że płótno niemal całkowicie zbutwiało. Niezbędna była duża renowacja. Zajął się nią prof. Bohdan Marconi.

Istotny wpływ na zły stan “Bitwy pod Grunwaldem” ma też ogromna ilość podróży – aż 32 razy musiał być nawijany na specjalny wałek i naciągany. Co ciekawe, aż 17 podróży odbyło się jeszcze za życia Matejki. Tylko w pierwszych czterech latach swojego istnienia, obraz objechał dziesięć miejsc. Inauguracja “Bitwy” odbyła się w 1878 r. w krakowskich Sukiennicach. Później obraz odwiedził Lwów, Wiedeń, Budapeszt, Warszawę, Petersburg, Moskwę, Paryż, Mediolan, Berlin i Poznań.

Zdaniem prof. Szaniawskiego, zły stan to nie jest tylko problem “Bitwy pod Grunwaldem”. Historyk twierdzi, że również trzy inne dzieła Matejki: “Kazanie Skargi”, “Batory pod Pskowem” oraz “Rejtan” są zagrożone.

Posted by : admin in (Sztuka, Wszytkie atrykuly, kultura, most2001, most2001.com)

Gdzie Niemcy ukryli dzieła Matejki…

Tagged Under : ,

Właśnie tu w Przesiece, w Karkonoszach….

 

Przesieka to niewielka, bo licząca zaledwie ok. 500 mieszkańców wieś niedaleko Jeleniej Góry. Miejsce to nie było dotychczas jakoś szczególnie uczęszczane przez turystów. Ja również trafiłem tam zupełnie przypadkowo.

Z początku Przesieka nie zrobiła na mnie szczególnego wrażenia. Jednak krok po kroku odkrywałem zarówno uroki tej okolicy, jak i niesamowite dzieje, jakie są z nią związane. Pierwszą tajemnicą, jaką napotkałem, był przydrożny kamień z nieco dziwacznym napisem: “Matejkowice 22 lipca 1946 r.”

Zrabowane skarby sztuki

Gdyby nie pewna noc w grudniu 1944 roku, o wiosce tej nie usłyszalby nikt. Jednak wówczas kaprys historii splótł już na stałe jej dzieje z historią Warszawy. Przesieka nosiła wówczas jeszcze niemiecką nazwę Hain. Pewnie nawet mało kto z mieszkańców widział kilka wojskowych ciężarówek z rejestracjami zawierającymi słowo “Ost”, czyli “Wschód”, które owej nocy mozolnie wspinały się po oblodzonej Kunststrasse – głównej ulicy wsi.

Transport zatrzymał się przed miejscową gospodą noszącą na szyldzie nazwę “Waldschloesschen”. Hiterowcy żołnierze wypakowali z ciężarówek kilka skrzyń za wiedzą właściciela – zresztą także zdeklarowanego nazisty – ukryli je w gospodzie i odjechali. Gdyby ktoś wówczas przyjrzał się owym skrzyniom, na wielu z nich dostrzegłby napis: “aus Warschau”, czyli “z Warszawy”.Kilka miesięcy poźniej, na przełomie lipca i sierpnia 1945 roku tą samą drogą przejeżdżała inna kolumna samochodów. Tym razem były to amerykańskie samochody ciężarowe, jakie w ramach pomocy lend-lease znalazły się na stanie zarówno Armii Czerwonej, jak i wojsk Berlinga. W szoferce pierwszego samochodu siedział profesor Stanisław Lorentz, rodowity warszawiak, który po wojnie zajął się poszukiwaniem zrabowanych w stolicy przez Niemców zabytków z warszawskich muzeów. Jeden z tropów zaprowadził go właśnie do Przesieki.

Wyścig z Armią Czerwoną

Warszawskie muzea już od października 1939 roku stały się areną rabunków hitlerowców. Później po klęsce Powstania Warszawskiego Niemcy kradli już wszystko, co tylko przedstawiało jakąkolwiek wartość i dało się z miasta wywieźć. Początkowo dzieła kultury z okupowanej Polski trzymano w kilku olbrzymich magazynach, między innymi we Wrocławiu i Świdnicy. W 1944 roku, gdy losy wojny przechylały się w niekorzystną dla III Rzeszy stronę, zapadła decyzja o ukryciu najcenniejszych przedmiotów w wielu nierzucających się w oczy miejscach, takich jak wieś Hain.

Tak więc misja profesora Lorentza nie należała do łatwych. Z jednej strony musiał on odszukiwać świadków, najczęściej wśród jeńców lub robotników przymusowych, z drugiej – ścigać się z Armią Czerwoną, której żołnierze także rabowali co popadło bez względu na pochodzenie, a jeszcze więcej niszczyli z wrodzonym sobie barbarzyństwem.

W przesieckiej gopodzie prof. Lorentz odniósł bodaj największy swój sukces. W skrytce pod szynkwasem odnalazł owe skrzynie ukryte w zimie 1944 roku przez Niemców. Gdy je otwarto, oczom zebranych ukazały się zrolowane obrazy z przedwojennych zbiorów Zachęty i Muzeum Narodowego. Jednymi z najcenniejszych były płótna Jana Matejki, “Rejtan”, “Batory pod Pskowem”, czy “Unia Lubelska”. Natychmiast przewieziono je do prowizorycznego muzeum w Jeleniej Górze, a 6 sierpnia 1945 roku przetransportowano je pod eskortą żołnierzy 7. Dywizji WP do Muzeum Narodowego w Warszawie.

Matejkowice

Na pamiątkę odnalezinia obrazów mistrza Matejki, miejcowość Hain kilka miesięcy później przechrzczono na Matejkowice. Nazwa jednak nie utrzymała się zbyt długo i w czasie porządkowania nazw miejscowości na Dolnym Śląsku w marcu 1946 roku otrzymała nazwę Przesieka, którą nosi do dziś dnia. Pamięć o tamtych wydarzeniach jednak przetrwała. Niektórzy mieszkańcy Przesieki, zapewne trochę ku uciesze turystów, opowiadają legendy o jeszcze wielu miejscach, gdzie ponoć do dziś dnia ukryte są tajemnicze skrzynie z jeszcze bardziej tajemniczą zawartością. Być może na swego odkrywcę oczekuje tam wiele zabytków zrabowanych z Warszawy w czasie okupacji i na razie uważanych za bezpowrotnie stracone.

Waloński Kamień

Ale to nie jedyne atrakcje tego miejsca. Idąc ulicą między remizą strażacką, a jedną z miejscowych gospód, natrafimy na niecodzienną formację skalną. Oto w ogromnym głazie dostrzec można wgłębienie do złudzenia przypominające ludzką postać. W dodatku w kombinezonie. Miejscowi zwą go Walońskim Kamieniem – która to nazwa związana jest z niegdysiejszymi mieszkańcami tej okolicy, lub – bardziej swojsko – Chybotkiem. Dla poszukiwaczy życia pozaziemskiego kamień ten to pozostałość po bytności przybyszów z kosmosu na naszej planecie. Ponoć kamień z Przesieki swym fachowym okiem oglądał nawet słynny Szwajcar Erich von Daeniken. Dla niewierzących w takie teorie Chybotek to po prostu niecodziennych rozmiarów “kociołek wietrzeniowy”, czyli jedna z form wietrzenia skał. Z drugiej strony kilka metrów dalej na innych kamieniach można znaleźć tajemnicze ryty naskalne w krzształcie krzyży i ludzkich rąk. Każda z teorii ma tu więc swoje dowody.

Najpiękniejsze widoki Karkonoszy

Atrkacji wartych zobaczenia posiada Przesieka znacznie więcej. Jest choćby wodospad Podgórnej. W wodnej kipieli pod nim można się ponoć kąpać nawet w czasie srogiej zimy. Są Szwedzkie Skały, do których nie wytyczono jeszcze szlaku turystycznego i wejście na nie to prawdziwa przygoda (choć niebezpieczna). No i są jeszcze najpiękniejsze widoki na całe Karkonosze. Przesieka bowiem jest położona niemal w samym ich centrum.